Single ladies 2
Zwyczajnie

All the single ladies

Kilka dni temu stuknęły dwa lata, od kiedy zostałam wykluczona z klubu singielek. W pochmurny czerwcowy dzień roku panieńskiego 2013 zadzwonił domofonem facet, który niespodziewanie okazał się Tym Facetem. Od słowa do słowa, od jednego wspólnego wyjazdu (nie był to Paryż) do drugiego (nie było to Tokio) i bum, musiałam zaktualizować status z „wolna” na „w związku”.

Zaczęły się zmiany: w łazience stanęła pianka do golenia, do sypialni wprowadziła się dodatkowa poduszka. W lodówce zagęściło się od dawna tu niewidzianych kiełbasy i szynki, w przedpokoju potykałam się o dodatkowe pary butów. Coraz więcej śladów mojego singielskiego życia zostało zatartych: przestałam widywać moje nieświeże majtki na środku łazienki, ze ściany odpadł plakat Toma Forda, w żadnej lampie nie brakowało już żarówki.

Rok później zaszłam w ciążę. Zgodnie z wielowiekową tradycją po 9 miesiącach urodziłam, a mieszkanie i głowę zasypały mi pieluchy, otulacze bambusowe i grzechotki. Po singielskich nawykach pozostały mi już tylko wspomnienia…

Wczoraj wieczorem siedziałam w moim różowym fotelu, karmiłam synka i popijałam herbatę rooibos. I wzięło mnie na wspominki o czasach, kiedy była singielką. Z zamkniętymi oczami przeniosłam się w myślach kilka lat wstecz i…mnie zaskoczyło. Wiecie, że w moich wspomnieniach w ogóle nie ma facetów? Coś mi tam świta, że było kilku palantów, do których wzdychałam, że zostawiło mnie dwóch sercołamaczy, że namiętnie całowali Turek, Słoweniec i Grek. Ale generalnie faceci z moich czasów „panieńskich” odeszli w totalne zapomnienie. Kogoś innego pamiętam wyraźnie i kolorowo – moje dziewczyny, moje przyjaciółki:)

Pamiętam, jak codziennie paplałyśmy przez telefon. Tak długo, że w trakcie rozmowy trzeba było podłączyć się do ładowarki. Telefonowałyśmy o każdej porze dnia i nocy. Telefonowałyśmy zewsząd, również z z toalet: w pracy (Mam zaraz prezentację przed szefem, trzymaj kciuki!), z restauracji (Melduję, że randka w ciemno udana, koleś nie wydaje się psychopatą), z domu (Znowu pokłóciłam się z mamą).

Pamiętam, jak ratowałyśmy się z opresji. Zawsze któraś zapomniała tamponu, zawsze któraś miała zapasowy. Gdy jedna wpadła w doła, jechałyśmy do niej z pocieszeniem w postaci największego słoika Nutellli i najbardziej plotkarskich magazynów. Polecałyśmy sobie ginekologów, romantyczne komedie i ambitne książki. Wymieniałyśmy się lakierami do paznokci i farbowałyśmy sobie nawzajem odrosty.

Nie zapomnę, jak przeciskałyśmy się na środek parkietu, gdy na imprezie puścili Beyonce. Razem byłyśmy na koncercie Rihanny. Trzymałyśmy się za ręce, oglądając w Walentynki Dziennik Bridget Jones. Razem podejmowałyśmy decyzję o przejściu na dietę, bo przechodziłyśmy same siebie w ilości pochłanianych lodów. Wspólnie urządzałyśmy domówki, przyrządzałyśmy sałatkę grecką i wyrządzałyśmy krzywdę karaluchom, które zaatakowały wynajmowane przez nas mieszkanie. Widziałyśmy się bez makijażu, widziałyśmy się płaczące, z nieogolonymi nogami, widziałyśmy się nago.

Kurde, jak ja za tym tęsknię! Za nami dziewczynami. Za nami razem. Gdy miałyśmy dla siebie nielimitowaną ilość czasu, gdy rozumiałyśmy się bez słów, ale i tak gadałyśmy bez przerwy.

Jak tak dzisiaj o tym myślę, to wychodzi, że w sumie to ja wcale nie byłam wtedy singielką. Nie byłam wprawdzie w związku z żadnym facetem, ale byłam w fantastycznych relacjach z kilkoma cudownymi dziewczynami.

Prawdziwy test przyjaźni przyszedł jednak potem, kiedy część z nas „awansowała” na partnerki, żony, mamuśki. Nowe role nas pochłonęły, czas na babskie spotkania się skurczył. Dziś telefony od siebie odbieramy tekstem: nie mogę gadać, oddzwonię. I oddzwaniamy tydzień później. Kilka przyjaźni nie przetrwało tej próby. Przykro, ale rozumiem, nie każdy się nadaje do związku na odległość.

Tekst powstał we współpracy z Comedy Central Family i konkursem Seks się nie starzeje - jeśli jesteście (tak jak ja) wielbicielkami SEKSU W WIELKIM MIEŚCIE oraz butów, klikajcie! :)

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Julia Bursztynowicz-Jablonska

    Super! A Sex and the City uwielbiam! Mam caly serial na dvd i ogladam niemal w kolko* :D Do tej pory ogladalam po niemiecku ale zeby zmniejszyc wyrzuty sumienia, przerzucilam sie na angielski – ze niby chodzi o jezyk, hehe ;-)

    * Tu jako dowod jeden z moich wpisow na fb:

    Chyba musze nieco ograniczyc ogladanie serialu „Sex an the City”, bo sluchajac piosenki Toma Jonesa „I’ll never fall in love again”, zamiast „I broke up all inside” uslyszalam „and blow job on the side”. Czy usprawiedliwia mnie fakt, ze akurat splukiwalam szampon z glowy i bylam ogluszona szumem wody?

    • http://pinkpinkelement.com/ Kasia Żywioł

      hahahaha:))) Ja też z manią oglądałam SATC. Teraz najchętniej wracam do odcinków, w których Miranda jest w ciąży;)