Pendolino1
Mamuś, Zwyczajnie

Jak się jechało Pendolino z psem, niemowlakiem i masą bambetli?

Ostatnio w moim życiu jak na dworcu PKP: opóźnienia, rozgardiasz, harmider. Doświadczone koleżanki powiedziały mi, że tak właśnie wygląda macierzyństwo;) Heh;) Zwał tak zwał, rzecz w tym, że przez ten pieprznik zagubił mi się jeden pościk, który powstał dwa (!) miesiące temu. Na szczęście tematyka wciąż aktualna, więc wrzucam mimo poślizgu. Ups i sorry.

Oto relacja z naszej pierwszej poczwórnej podróży pociągiem. Razem z Bojriendem, małym Ktosiem i puszystym Maniusiem wybraliśmy się do Krakowa. Po co? Żeby Wielkanoc spędzić w Małopolsce. Czym? Pociągiem. Jakim? Pendolino. Jak było? Inaczej:)

Tak było kiedyś: Na dworzec przybywam 40 min wcześniej. Kupuję sobie kawusię na wynos (żółw z Costa Coffe – moja kawa od święta) i coś słodkiego, wybornego (rogalik waniliowy z Lukullusa – niebo w gębie!). Podjadam, mlaskam, popijam gapię się na ludzi. Niespiesznie spaceruję sobie po peronie, a może nawet podśpiewuję pod nosem.

Tak było teraz: Na dworzec przybywamy 40 min wcześniej, ale już nam się wydaje, że to za późno. Przecież musimy znaleźć trawnik przed Centralnym, żeby Maniuś jeszcze raz zrobił siku. Musimy zlokalizować windę na peron, bo wózek nie jeździ po schodach. Musimy zdążyć przełożyć Ktosia z wózka do chusty, a może nawet go przewinąć. Jedzenia ani picia na dworcu nie kupujemy, bo wzięliśmy z chaty – tak jest taniej, zdrowiej, rozsądniej. Gorączkowo miotamy się po peronie.

Tak było kiedyś: Nadjeżdża pociąg. Ziewam. Stąpam nieśpiesznie po schodkach do mojego wagonu. Uśmiech na twarzy.

Tak było teraz: Nadjeżdża Pendolino. Łohoho, co za maszyna! Rany boskie, jak my się wpakujemy??? Ja – dziecko i psa, ty – wózek i walizki. Gdzie jest konduktor??? Proszę pana, do którego wagonu można z wózkiem?? Maniuś hop, no wskakuj do środka. No nie bój się (Maniuś to zestresowany pies), hop, hop. Gdzie jest moja torebka?? Masz bilety? O nie, mały się obudził! Ktosiu, nie płacz, nie płacz, zaraz usiądziemy i cię nakarmię. Pot na twarzy.

Tak było kiedyś: Moszczę się zgrabną dupcią w fotelu. Rozglądam dookoła, czy przypadkiem nie ma znajomych. Mam nadzieję, że nie ma, bo nie chce mi się gadać. Podróż pociągiem to moje rozkoszne sam na sam. Nic mnie nie goni, nic nie muszę. Czas zawieszenia, wyciszenia się, gapienia przez okno.

Tak było teraz: Rzucam moją poporodową, przyciężkawą dupencję w fotel. Rozglądam dookoła, czy przypadkiem nie ma znajomych. Fajnie, jakby ktoś był, bo pomógłby nam przy wysiadaniu z wózkiem i resztą bambetli. Na kolanach Ktoś domagający się cycka, pod nogami Maniuś, który udaje ze go nie ma, nade mna Bojriend upychający na górnych półkach kurtki, torby, kocyki. Karmię.

Tak było kiedyś: Wyciągam magazyny do czytania: Party, Show, Grazia – moje ulubione z tych najkolorowszych i najbardziej plotkarskich. Tylko na podróż kupuję je bez wyrzutów sumienia. Najambitniejszą literaturą jaką mam przy sobie jest Elle. Odmóżdżam się i ekscytuję kto z kim, dlaczego i w co był ubrany.

Tak było teraz: Wyciągam drugą pierś do karmienia: Ktoś ssie jak szalony. Widzę przed sobą darmowy magazyn PKP. Sięgam. Nudy. Ale w sumie i tak nie chce mi się czytać. Wolę patrzeć się na małego – jak typowa, rozkochana w swojej dziecinie matula. Rozczulam się. Kurcze, to jego, to nasza pierwsza podróż. Aż mnie za serce łapie. A za rękę łapie mnie Bojfriend. Wreszcie się wyluzowuję.

Tak było kiedyś: Wszystkie środki lokomocji mnie usypiają. I koła turkocą, i puka, i stuka to: tak to to, tak to to, tak to to, tak to to… Aaa, kotki dwa… Śpię.

Tak było teraz: Wszystkie środki lokomocji mnie usypiają. Ale Ktoś nie pozwala zasnąć. – Zjadłem, a teraz zabawiaj mnie kobieto! – daje do zrozumienia. Odwracam go do okna. A nuż go widoki zainteresują? Zainteresowały! Jest zachwycony:) Nie wiem, co on tam widzi (bo jeszcze wzrok nie do końca mu się wykształcił, ma niespełna 2 miesiące), ale gapi się oczarowany. Jego pobudzona reakcja na okno rozbudza mnie.

Tak było kiedyś: Budzi mnie konduktor. Półprzytomna i ziewająca okazuję mu bilet. Wracam do spania. Uwielbiam drzemać w pociągu… Tak to to, tak to to, tak to to…

Tak było teraz: Przyszedł konduktor, sprawdza bilety. Grzebię za nimi w torebce – nie ma. Przeszukuję torbę na pieluchy – nie ma. A, w kieszeni płaszcza – są. Mamy cztery sztuki: dla mnie i Bojfrienda, dla Ktosia i Maniusia.

Tak było kiedyś: Siku mi się chce. Drepczę sobie do toalety, robię co trzeba, a potem co nie trzeba: poprawiam włosy, make up. Mrugam do lustra. Światło pada korzystnie, a co tam, strzelę sobie selfie w lustrze. I jeszcze jedno. I jeszcze z dziubkiem. Starczy. Wracam na miejsce.

Tak było teraz: Siku mi się chce. Przy okazji przewinę Ktosia, bo on już  załatwił swoją potrzebę. Dziecko na jedną rękę, torba pieluchowa na drugą. Idziemy! Bojfrend zostaje z Maniusiem, który wyrywa się za mną. Szukamy toalety z przewijakiem. Nie ma. Konduktor mówi, że jest, ale po drugiej stronie przedziału. Jasny gwint. Tył zwrot. Leziemy, leziemy, leziemy. Doczłapaliśmy się. No proszę jak przestronnie w tym kiblu. Istne salony! Przewijam małego, po czym robię co trzeba, a potem co mniej trzeba: zdjęcia na bloga. Wracamy na miejsce, obijając się o fotele, bo ciężko się chodzi z rękami pełnymi bobasa i torby.

Tak było kiedyś: Zbliżamy się do Krakowa. Przeglądam fejsika i pocztę na telefonie, bo wreszcie mam zasięg i porządne 3G.

Tak było teraz: Zbliżamy się do Krakowa. Wraca stresik. Jak my się wypakujemy?? Przecież Pendolino jedzie dalej, co jeśli nie zdążymy wysiąść?? Jaki jest gry plan?? Spakować się, ubrać siebie, ubrać dziecko. Bojfriend idzie po wózek i walizki. Ja ogarniam Ktosia i psa. Mały zaczyna płakać (a jakże), Maniuś nie chce opuścić swojej kryjówki pod fotelem. Ktosiowi szumię do ucha (coby umilkł), na Maniusia cmokam zachęcająco (coby poszedł). Mam mokro pod pachami i pod czapką.

Tak było kiedyś: Wysiadam po 3 godzinach błogiego czasu tylko dla mnie. Czuję się wypoczęta, wyspana i naładowana pozytywną energią. Jestem w Krakowie. Uwielbiam to miasto!

Tak było teraz: Wysiadamy po 2,5 godzinach (niech żyje Pendolino!) naszego wspólnego czasu i pierwszej wspólnej podróży. Czuję ulgę, że się udało, że było dobrze: wózka nikt nie buchnął, mały miał fun, pies nie zwymiotował, ja nie wyrżnęłam pyskiem w płytę peronu, Bojfriend nie dostał przepukliny od targania betów. Zmęczyłam się tą podróżą, jestem rozczochrana, rozmazana, ale szczęśliwa, bo jesteśmy razem.

Fajnie kiedyś się podróżowało samej. Teraz nie jest lepiej, nie jest gorzej, jest inaczej. A ja lubię inaczej:)

Pendolino2

Pendolino3

Pendolino8

Pendolino4

Pendolino5

Pendolino7

Pendolino9

Previous Post Next Post

You Might Also Like

  • Agnieszka Bombel

    Kaśka! jesteś NIEBYWAŁA!!!!!! buziaki dla WAS RAZEM

    • http://pinkpinkelement.com/ Kasia Żywioł

      Tyś jest „współwinna” mojej życiowej sytuacji! Do końca życia Ci nie zapomnę,ze Mańka mi znalazłaś :*